poniedziałek, 31 października 2011


BOLSHOI BALLET SEASON 2011/12
W sezonie 2011/2012 kino AMOK proponuje widzom udział w 5 transmisjach baletów Teatru Bolszoj. Balety do muzyki Czajkowskiego, Szostakowicza, Głazunowa, Pugniego i Adama w wykonaniu najwybitniejszych artystów gwarantują niezapomniane wrażenia.
Drugim, obok „The Metropolitan Opera: Live in HD" projektem, którego realizacja jest możliwa dzięki najnowszemu projektorowi cyfrowemu, są transmisje spektakli baletowych z Teatru Bolszoj w Moskwie. Balet Bolszoj i Opera Bolszoj należą do najstarszych i największych zespołów baletowych i operowych na świecie - każdy widz otrzyma zatem możliwość uczestnictwa w wydarzeniach artystycznych na światowym poziomie. Teatr Bolszoj jest międzynarodowym symbolem rosyjskiej kultury, a jego zespół należy do największych i najdoskonalszych na świecie, będąc powszechnie kojarzonym z niezwykłym przepychem realizacji scenicznych. Repertuar Baletu Teatru Bolszoj, zawiera zarówno arcydzieła klasyki baletowej, jak i produkcje nowoczesne. Obecny dyrektor artystyczny Yuri Burlaka szczególnie ceni dzieła XIX-wieczne, wystawiane w oparciu o oryginalne choreografie.
Wszystkich melomanów i wielbicieli sztuki baletowej serdecznie zapraszamy.
Więcej informacji dotyczących spektaklu oraz rezerwacji biletów możemy uzyskać na stronie internetowej: www.amok.gliwice.pl
Kasia Baryn

Jesika - dziewczyna, która śpiewa po śląsku

Wrażliwa, skromna i pełna nowych pomysłów. To tylko kilka zalet, które moglibyśmy wymienić. Dziewczyna ze Śląska, która mimo pełnego buntu wieku nastoletniego, potrafiła odnaleźć muzykę, która w pełni odzwierciedla jej duszę. Jesika Piętak, sprzeciwia się schematom i śpiewa gwarą. Ma dopiero 16 lat, a od roku jest jedną z czołowych wokalistek na scenie śląskiej piosenki. Dziewczyna sama pisze teksty i muzykę do swoich piosenek, a swój pierwszy utwór - "Szczęścia Blask", napisała w wieku 14 lat. Wtedy to właśnie zaczęło ją promować Radio Piekary. Lubimy ją zwłaszcza za to, że nie jest dla niej problemem fakt, że nie śpiewa w zbyt popularnym gatunku. Dobrze czuje się w tym co robi, a robi to naprawdę dobrze.

Kasia Baryn: Od ilu lat śpiewasz?

Jesika Piętak: Śpiewam od najmłodszych lat, ale jeśli chodzi o rozgłośnie radiowe i telewizyjne, to od ponad roku.

K.B: Czy planujesz wydać płytę?

J.P: Oczywiście - planuję wydać płytę. Jestem w trakcie przygotowywania materiału i z mojej strony jest gotowy, gdyż sama piszę teksty i muzykę do moich piosenek. Niestety, wszystko trwa. Na początku przyszłego roku płyta powinna się jednak ukazać.

K.B: Jaka była Twoja ulubiona piosenka w dzieciństwie?

J.P.
No cóż, raczej nie miałam ulubionej piosenki, gdyż bardzo dużo słuchałam muzyki i z czasem moje upodobania się zmieniały.

K.B: Jakiej muzyki słuchasz na co dzień?

J.P. Na co dzień słucham różnej muzyki, nie chcę określać jakiego dokładnie gatunku, bo uważam, że każdy rodzaj muzyki jest na swój sposób ciekawy.


K.B: Masz swojego idola, dzięki któremu droga w karierze muzycznej jest łatwiejsza?

J.P. Droga w karierze muzycznej jest bardzo trudna. Nie mam swojego idola, ale nawet gdybym miała to myślę, że i tak nie byłoby mi łatwiej. Ta droga wymaga dużo poświęceń, wytrwałości i wielu lat ciężkiej pracy. Teraz jestem już absolwentką szkoły muzycznej, ale gdy się tam uczyłam to było mi bardzo ciężko pogodzić dwie szkoły. Cieszę się, że teraz mogę spełniać swoje marzenia.

K.B: Jakie masz muzyczne plany na przyszłość?

J.P: Moje muzyczne plany na przyszłość to przede wszystkim wydać płytę, oraz trafić do jak najszerszej liczby odbiorców. Chciałabym, aby moje piosenki, moja twórczość podobała się ludziom w każdym wieku i aby mnie wspierali. Jeśli ludzie dobrze reagują na mnie, na moją muzykę i fajnie się ze mną bawią to sprawia mi największą przyjemność i satysfakcję.

Kasia Baryn

sobota, 29 października 2011

Otwarcie stadionu miejskiego

W poniedziałek rusza sprzedaż biletów na oficjalne otwarcie Stadionu Miejskiego Piast. Kibice w końcu się doczekali - po wielu dyskusjach ustalono, że impreza odbędzie się 5 listopada. Czy rzeczywiście jest co świętować?

Jeszcze tydzień temu tak naprawdę nie było nic wiadomo. W Urzędzie Miasta dyskutowano na temat ostatecznego terminu i przebiegu uroczystości. Co powstrzymywało klub przed wcześniejszym zaplanowaniem tak ważnego eventu? Nie chodzi przecież o zwyczajne otwarcie dowolnego obiektu sportowego. To przecież jedyny tego typu nowoczesny stadion w okolicy, nie licząc przebudowywanego obecnie Stadionu Śląskiego. Czy Miastu nie powinno zależeć na większej promocji wydarzenia? Organizatorzy tłumaczą zwłokę koniecznością czekania na moment pomyślnego zakończenia procedur odbiorowych. Tymczasem kibice już kupują bilety na mecz otwarcia Piast Gliwice - Wisła Płock. „Ceny biletów będą się zamykać w kwotach 10, 15 i 20 zł. Obecnie proponujemy ceny promocyjne: 7, 10 i 13 zł. Przygotowaliśmy bilety zniżkowe m.in. bilety rodzinne na specjalnie wyznaczony sektor w cenach 15 zł – 2 osoby, 22 zł – 3 osoby, 30 zł – 4 osoby. Dzieci do lat 3 wchodzą za darmo, a studenci Politechniki mają dodatkowe zniżki w związku z umową partnerską między Klubem a Uczelnią” – poinformował klub. Karty Kibica mają obowiązywać dopiero od sezonu wiosennego. Nie zdecydowano się na zaproszenie gwiazdy wieczoru, choć przedstawiciele Piasta twierdzą, że „na otwarciu możemy się spodziewać znakomitości ze świata sportu i polityki oraz przedstawicieli znaczących firm z regionu i nie tylko”. Nie udało się jednak na czas ściągnąć do Gliwic chyba najpopularniejszego wychowanka klubu, Andrzeja Buncola. „Gdybym wcześniej o tym wiedział zorganizowałbym sobie czas. Szkolę juniorów w Bayerze. Akurat w tych dniach mam turniej” – skomentował piłkarz. Ze względów bezpieczeństwa Komenda Miejska Policji zdecydowała się zamknąć w tym dniu ul. Leśną. Z ruchu wyłączony zostanie także odcinek ul. Skowrońskiego od skrzyżowania z Lipową do ul. Kolejarzy. Osoby przyjeżdżające na miejsce samochodem powinny przygotować się na szukanie miejsc parkingowych w dalszej odległości od stadionu ze względu na ograniczoną ich ilość. Kibiców zachęca się więc do skorzystania w tym dniu z komunikacji miejskiej. Wykonawcą projektu budowy Stadionu Miejskiego Piast firmy Bremer AG był Polimex-Mostostal. Prace trwały od września zeszłego roku, a łączny koszt inwestycji wyniósł ok. 54 mln zł. Trybuny w razie potrzeby można rozszerzyć do 15 000 miejsc, ich standardowa pojemność to nieco ponad 10 tys. Szczegóły na temat zakupu biletów dostępne na oficjalnej stronie klubu piłkarskiego Piast Gliwice (www.piast.gliwice.pl).

Wiktoria Uljanowska

Viva la Florence!

Już w poniedziałek oficjalna premiera Ceremonials, drugiego w karierze krążka Florence + The Machine. Dla niecierpliwych brytyjskie radio Channel 4 jeszcze w czwartek umożliwiło przesłuchanie płyty na stronie internetowej programu.

Florence Welsh na obecnej scenie pop jawi się jako magiczna driada, nimfa dusząca się pośród sezonowych artystek. Jest w niej coś baśniowego, intrygującego, coś, co sprawia, że Ceremonials nie tyle kontynuuje trend debiutanckiego Lungs, co tworzy z nim zgraną całość. O ile pierwszy album wokalistki emanował świeżością i lekkością, jego następca wydaje się być bardziej przemyślany, w odbiorze niemal duszący, co nie znaczy – nieprzystępny. Wręcz przeciwnie.

Album rozpoczyna się bez zbędnego, kurtuazyjnego wstępu. Już w pierwszych sekundach porywa nas słodki głos Welsh, śpiewnie intonując: „and I had a dream…”, co daje dobre wrażenie tego, czego możemy oczekiwać po nadchodzących utworach. Nastrój przedziwnej sen-mary utrzymuje się do ostatniego kawałka rozszerzonego wydania. I wcale nie zanudza, raczej hipnotyzuje.

Po klimatycznym otwarciu z „Only If For A Night” przechodzimy do dwóch następujących po sobie singli, „Shake It Out” i - nieoficjalnego, ale prężnie wznoszącego się ku górze na radiowych listach przebojów - „What The Water Gave Me”. Za pierwszy odpowiedzialny jest Paul Epworth, współpracujący już z Florence przy okazji takich małych cudów jak „Rabbit Heart (Raise It Up)” czy, mojego osobistego faworyta, „Cosmic Love”. I tym razem udało im się udowodnić, że stanowią świetny duet twórczy. Warty uwagi jest również ilustrujący piosenkę klip. Uwiódł on serca krytyków klimatem dawnych teledysków Annie Lennox i Madonny, a także nawiązaniami do Eyes Wide Shut Kubricka. Z kolei „What The Water Gave Me” inspirowane jest biografią Virginii Woolf oraz pracami Fridy Khalo. Należy przyznać, że Welsh bierze wzorce wyłącznie najlepszych.

Następnie po wyciszeniu związanym z delikatnym „Breaking Down”, zamykającym usta tym recenzentom, którzy zarzucają Florence nieumiejętność kontrolowania swojego mocnego jak dzwon głosu, przechodzimy do najmocniejszego trio płyty: utworów „No Light, No Light”, „Seven Devils” oraz „Heartlines”. W jednym wywiadów artystka stwierdziła: „Usiłowałam nagrać materiał, który sama chciałabym usłyszeć – dramatyczne, potężne, a jednocześnie nieco przerażające brzmienie.”. Starania widocznie nie poszły na marne. Na Ceremonials nie brakuje przejmujących kompozycji („All This And Heaven Too”, „Leave My Body”, „Remain Nameless”), a krążek utrzymuje równy wysoki poziom do samego końca. Nasza podróż do krainy snów i marzeń kończy się tu dopiero przy dźwiękach niejednoznacznego, jak to u Welsh już bywa - wystarczy wspomnieć „You’ve Got The Love” - „Bedroom Hymns”.

Pod względem instrumentalnym jest to album o wiele bogatszy od jej debiutu, „Maszynka” wokalistki przez ostatnie dwa lata niezwykle się rozwinęła. W porównaniu do Lungs, tekściarsko również jest dojrzalej, ale pod względem samego klimatu prezentowanej muzyki niektórzy, niektórzy mogliby zarzucić Florence pewną schematyczność. Nie chcę być źle zrozumiana, Ceremonials wielbię od pierwszego przesłuchania (podejrzewam, że wielbiłam i zapisy z obrad Sejmu jeśli tylko byłyby wyśpiewane właśnie przez tę awangardową zjawę, zbyt nierzeczywistą jak na ten świat, a jednocześnie wspaniale się w nim odnajdującą, z akompaniamentem na cymbałkach), ale paradoksalnie to, co postrzegam za największe zalety Florence + The Machine – jej teatralność i świadomość swojego talentu – innych może razić. Widać to chociażby w recenzji Michaela Hanna z angielskiego The Guardian czy, żeby nie odchodzić od naszego rodzimego podwórka, Marty Słomki z zespołu Onetu. W zdecydowanej jednak większości krytycy wyrażają się o najnowszej płycie artystki z wyjątkowo zgodnym zachwytem, zarzucając jej, chyba nieco na siłę, jedynie brak niespodzianek, którymi oprószonymi miały być Ceremonials by zasłużyć na miano krążka wspaniałego.

Czy rzeczywiście Welsh i jej ekipa tak obawiają się eksperymentów muzycznych? Werdykt wydajcie sami. Ceremonials w sklepach muzycznych już 31-ego października. Dostępna ma być również wersja deluxe, wzbogacona o parę demo i akustyczne wersje wybranych utworów z edycji standardowej.



Wiktoria Uljanowska

piątek, 28 października 2011

Koterski jest jakiś dziwny

Czy jestem mężczyzną? Kim jest mężczyzna? Dlaczego bycie mężczyzną jest takie trudne?


69-letni Marek K. swoim nowym filmem pokazuje swoją prawdziwą naturę - zdehumanizowanego szowinisty zbierającego przez lata niechęć do słabszej płci. W swoim komediodramacie ośmiesza nie tylko siebie, ale całą połowę społeczeństwa którą bardzo chciałby prezentować. Więcej w tej komedii dramatu, gdy reżyser pokazuje swoim widzom ich lustrzane odbicie, a oni wciąż się śmieją. Łódzki reżyser próbuje przemycić do języka polskiego kolejne memy wzorując się na dobrze sprawdzonym Dniu Świra. Przekleństwa zamiast przecinków to jego stały repertuar maskujący brak zawartości merytorycznej w wypowiedziach bohaterów. Czarę goryczy przelewa użyta w całości w filmie, skopiowana słowo w słowo wypowiedź krawcowej - pani Alfredy opublikowana pod koniec 2008 roku w Gazecie Wyborczej. Czemu tu się dziwić, skoro grupa docelowa (łatwa do rozpoznania, gdy przyjrzeć się bilbordom w mieście) nigdy nie sięgnie po coś więcej niż brukowiec. Widza oszukuje się dwukrotnie - po raz pierwszy gdy zobaczy, że w filmie nie ma niczego więcej niż zostało pokazane w reklamach, a po raz drugi gdy dowie się że większość scen kręcono w studiu używając greenboxa. W Filmie nie pozostało już nic prawdziwego: odeszły błony filmowe, odszedł kunszt operatorów kamer. I nikt mi nie powie, że podobnie mówiono o Seksmisji! Swoją drogą reklamowanie filmu jako «Seksmisji naszych czasów» okazało się doskonałym zagraniem - po pierwszym weekendzie film zobaczyło prawie trzysta tysięcy osób, zostawiając w kasach kin ponad 5 milionów złotych.


Rozumiem oburzone kobiety, te które udają że oburzone nie są i te które nie są kobietami. To wszystko płytka męska propaganda - ot co. ‘Baby są jakieś inne’ to film który ukazał się po prostu 20 lat za wcześnie.




ox

Czwartkowe popołudnia to najlepszy czas na Naukę.

27 października w godzinach popołudniowych w Centrum Edukacyjnym im. Jana Pawła II odbył się wykład inaugurujący serię «Spotkania z nauką»

Długo zapowiadanym prelegentem okazał się prof. Janusz Sylwester pracownik Zakładu Fizyki Słońca w Centrum Badań Kosmicznych PAN. Profesor szybko zjednał sobie publiczność wspominając o swoich śląskich korzeniach, a jego autorytet był dla wszystkich oczywisty po tym gdy wspomniano że publikował artykuły m.in. dla magazynu Nature. Pan Sylwester - fizyk z zamiłowania - starał się w możliwy przystępny sposób przedstawić temat swojego wykładu - Słońce - które jak sam wspomniał «coraz lepiej badamy, ale wciąż nie do końca rozumiemy». Szczególnie skupił swoją uwagę na zagadnieniu plam słonecznych - prawdopodobnie najciekawszym, ale jednocześnie jednym z najsłabiej rozumianych aspektów badań nad ziemską gwiazdą. Od plam słonecznych przeskoczył do spektroskopii słońca, więc pośrednio także do jego budowy, a następnie postraszył zagrożeniami związanymi z aktywnością słoneczną. Wszystkie zagadnienia były ilustrowane krótkimi animacjami, pomagającymi zrozumieć ich istotę. Pod koniec odczytu podkreślił wysoką pozycję polskich naukowców w światowej dziedzinie badań fizyki Słońca, opowiedział o planowanej misji satelity okołosłonecznego i zachęcił młodych pasjonatów nauki do zajęcia się właśnie astrofizyką. Z widowni padły interesujące pytania, poruszające kwestie cykli aktywności słonecznej, historii słońca i jego wpływu na planety układu słonecznego. Największe emocje wzbudziło pytanie o opinię profesora na temat przyczyn globalnego ocieplenia, na które mimo zakłopotania - udzielił odpowiedzi tak dobrej jak tylko potrafił, powołując się na autorytety z wrocławskiej uczelni.

Na widowni przeważała młodzież szkolna - w większości kulturalne ścisłe umysły, miejscami przeplatane starszymi pasjonatami fizyki. Kolejny wykład już za miesiąc, dzięki uprzejmości Business Management Club.




ox

czwartek, 27 października 2011

Reinwestycja w gliwickiej podstrefie ekonomicznej

Spółka Hirschvogel Components Poland, która jest dostawcą elementów kutych dla przemysłu motoryzacyjnego otrzymała zgodę na rozbudowę. Przyzwolenie wydała Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna, której największą część stanowi gliwicka podstrefa.

Pod koniec sierpnia niemiecki dostawca, który posiadał dotychczas 66% udziałów w firmie Hirschvogel Kotani Poland, odkupił pozostałe udziały od japońskiego partnera, stając się jedynym właścicielem. Zarząd firmy mówi, że ta zmiana nie wpłynie na charakter i jakość produkcji wałów wejściowych, piastów i głowic cylindrów dla marek samochodowych, takich jak: Kia, Hyundai czy Volvo. Do 2013 roku planowane jest zatrudnienie 25 dodatkowych osób i rozbudowa zakładu w Gliwicach, w który zamierza się zainwestowanie 14 milionów zł. w celu rozwoju innowacyjnej technologii kucia matrycowego.

Podobne zezwolenia w podstrefie gliwickiej uzyskały firmy Francisco Ros Casares Polska, czyli hiszpańska grupa zajmująca się przetwórstwem i dystrybucją produktów hutniczych oraz Shinchang - koreańska spółka motoryzacyjna, która produkuje części samochodowe do marek Kia i Hyundai. Przed dwoma tygodniami w GM Poland w Gliwicach oficjalnie poinformowano o produkcji Opla Astry GTC. Za osiem miesięcy w Gliwicach wytwarzany będzie 4-drzwiowy sedan, a za rok - model cabrio.

 

  Kuba Jurkiewicz